sobota, 12 grudnia 2015

Rok temu...

Takie mi się na fejsie wyświetliło sprzed roku... To było po spotkaniu z Joanete Crowley... Lektury książek, które wydają się jak bajki, a nimi nie są. Odkrywanie duchowości, która wzmacnia - nie gromi... To był ważny etap: wprowadzałam do Gabinetu szamanizm:) Trochę nie umiałam, trochę się bałam oceny, bardzo nie wiedziałam kim jestem!



A dzisiaj? Więcej mnie w tym. Więcej realności w tych nowych - starych technikach. No, i przeklinam. Bardzo! Nie dla siebie. Dla ludzi. Jakoś włącza im się myślenie, gdy pytam mocno o to, co on/ona odpier... teraz. To dopiero mistyczne doświadczenie, gdy jesteś grzeczną dziewczynką, masz świetne wykształcenie, jesteś oczytana jak mało kto, a używasz zwrotów prosto z ulicy... Mój Anioł zatyka uszy, ale czuję, że mu z tym lepiej:-D Więcej autentyczności między nami
Co z tego dla Was? Bądźcie uważni. Oddychajcie. To najprostszy sposób aby praktykować uważność. I róbcie swoje. Mistyczne doznania są ważne, ale życie w realności również.
Przez ostatni rok uczyłam się, jak to wszystko poustawiać. Jak być na górze i na dole jednocześnie. Jak przekuwać doznania FLOW, w realne, ziemskie rezultaty. Jak zachować równowagę między ego a duchem. To bardzo ciekawe. A jak już poskladam doświadczenia w system, to będzie to materiał do treningów dla Was. Każdy ma prawo korzystać z tych zasobów. Tego chcę, bardzo dla Was. I dla siebie.
A na razie rozćwiczam się w uczeniu oddechu. Serdecznie zapraszam w niedzielę. Start o 19.00, u mnie, w Józefowie. Warto być nieco wcześniej.


piątek, 4 grudnia 2015

Najważniejszy czynnik sukcesu

Ostatnio mam możliwość współpracować przy projekcie, dzięki któremu rozmawiam z największymi menedżerami w Polsce. Z geniuszami. Pytam ich o wiele rzeczy, i każda, powtarzam Wam, każda osoba, którą pytam o główny czynnik, który wpłynął na jej sukces odpowiada że praca. Ciężka, codzienna, regularna praca.

Taka jest podstawowa zasada sukcesu. Trzeba pracować. Nie wierzcie nikomu, kto mówi Wam, że nie trzeba będzie pracować. Niektórzy menedżerowie wspominają też o szczęściu, ale zaraz dodają, że bez pracy, którą wykonali szczęście na niewiele by się zdało.

Ta sama zasada dotyczy odchudzania. To, że będzie bez diety, nie oznacza, że będzie bez zasad. To, że będzie lekko nie oznacza, że nie będzie leżenie na kanapie i oglądanie seriali. Nie! Nie! Nie! Te działania nie odchudzają. A jeśli myślicie, że nikt nie zauważy, jak zapominacie o zasadach, to przypominam, że macie ciało. Ono o wszystkim pamięta. Opowiem Wam kiedyś o tej pamięci ciała, jak będziecie chciały.

Co macie do zrobienia w tym tygodniu:
1. pomyśleć, do której grupy ludzi należysz: do tych, co gadają o sukcesie czy do tych, co go robią?
2. zrobić listę rzeczy, które jesteś gotowa zrobić, żeby schudnąć,
3. wybrać jedną rzecz ... i gotowe:)

Tak właśnie tworzy się nawyk wygrywania. Postanawiasz, że coś zrobisz, że Ci się uda i nie ustajesz, dopóki tego nie zrobisz:) Chcesz się tego nauczyć? Włącz w swoją codzienność sport. Ludzie, którzy uprawiają sport regularnie są mocniejsi; zdecydowanie mniej chorują; trudniej przychodzi im do głowy myśl o rezygnacji z przedsięwzięcia, którego się podjęli; znają swoje możliwości.

Z moich rozmów z geniuszami wynika, że nawyk zwyciężania też wypracowali... Odchudzanie to trening Twojej wytrwałości, Twojego myślenia, Twoich działań.

A więc, jakie działania w tym tygodniu podejmiesz, żeby wspierały Cię w Twoim odchudzaniu? Pomyśl, zapisz i daj mi znać:)

W razie czego dzwoń, pisz: monika.kurdej@mniejszy-rozmiar.pl; 606789681

czwartek, 26 listopada 2015

Nie mam motywacji...

A Sylwia niedawno zadzwoniła i mówi:
- Monika, ja wszystko wiem, co robić, jak to robić, ale ja nie mam motywacji! Nie wiem, nie rozumiem, bo kiedyś potrafiłam działać jak nakręcona, od rana do nocy, tańczyłam, uczyłam się... A teraz? Nie ma mowy... Ja chcę mieć tę motywację, co kiedyś...

- Sylwulku, kochana, dajże spokój z tym lataniem i skakaniem od rana do nocy. Może wystarczy robić rzeczy, które będą działały, a nie będą tak wymagające czasowo. Jest całkiem inaczej być studentką i matką nieletnich dzieci. Gdy jesteś studentką i nie dojesz albo nie dośpisz, to organizm sobie jakoś z tym poradzi. Jednak gdy masz już 40-tkę i myślisz o wszystkim dookoła, a o sobie najpóźniej, to jest Ci ciężko zebrać siły, żeby wyjść i skakać. A o skakaniu od rana do nocy to już na pewno nie ma mowy...

- No tak, no tak, ale ja chcę mieć tę motywację...
- Ale do czego Ci ta motywacja?
- Chcę wrócić do tańczenia?
- To może zorganizuj sobie dzień tak, żeby móc to zrobić?
- No tak, ale zawsze mi coś wypada...
- A jak to jest ważne dla Ciebie, żeby wrócić do tańczenia? Na skali, od 1 do 10?
- 4
- ....
- to dlatego mi się nie udaje?

Co z tego dla Was? Mierzmy siły na zamiary, a zamiary na siły.
Moje "studia" nad odmładzaniem pokazują, że wiek, nie jest dla kobiet łaskawy. Dlatego warto przestać się eksploatować. Warto mieć "swoją" godzinę w tygodniu, tylko na swoje sprawy i wpisać ją do kalendarza "NA TWARDO". Dokładnie tak, jak wpisujesz sprawy służbowe. Nikt nie będzie Ci wtedy w stanie przeszkodzić w przeżyciu tej godziny po Twojemu.

Jak to się ma do odchudzania?
Gdy nie masz takiej godziny dla siebie w tygodniu, to jest Ci trudno. Potrzebujesz czasu, tylko dla siebie, żeby się pielęgnować i poczuć się sobą. Potrzebujesz czasu, żeby pomyśleć o tym, co udało Ci się w tym tygodniu i co masz do zrobienia w następnym. Potrzebujesz wiedzieć, co Cię będzie wspierało, a które z działań Ci przeszkadzają itd. itd... Wiesz, o czym mówię. Szukamy tego momentu, w którym uznasz, że jesteś - dla siebie - wystarczająco ważna, żeby robić rzeczy tylko dla siebie...

sobota, 21 listopada 2015


Jesień. Pogoda na klasykę. Jarzynowa sałatka. Z majonezem. A jakże. 

Jak ja to robię, że robię tyle rzeczy? Mąż mi pomaga:)
Z czym są Wasze jarzynowe?



sobota, 17 października 2015

Wczoraj obchodziliśmy Światowy Dzień Żywności... No, obchodziliśmy to mocno powiedziane, ale w radio parę słów powiedzieli. Ot, choćby o tym, że 9 mln ton jedzenia w Polsce się marnuje. I to, że w ONZ marzą cały czas o tym, że uda się stworzyć świat bez głodu...

Może...

A ja chcę Wam przypomnieć, że jedną z przyczyn otyłości jest działanie wg przekonania, że jedzenie nie może się zmarnować. Pół biedy, gdy masz talent do przerabiania tego, co nie zostało zjedzone. Gorzej, gdy w imię tej zasady dojadasz po domownikach lub ładujesz na talerze porcje XXL.
Naprawdę, dzieci w odległym końcu świata nie staną się bardziej najedzone dlatego, że Ty zjesz więcej.

Jeśli obawiasz się wyrzucać resztki jedzenia to masz dwa wyjścia i jedno super-extra:
1. nauczyć się je odtwarzać; podstawowe dania z przerabianego jedzenia to: bigosy, pierogi, krokiety, zapiekanki. Pamiętaj jednak, że to właśnie one przeszkadzają chudnąć;
2. sprawić sobie zwierzę, które z przyjemnością zje resztki po Tobie i Twoich bliskich;
3. wtykać bliskim z uroczym uśmiechem i hasłem na ustach: "dzieci w Afryce głodują, a my marnujemy jedzenie!!"

Co z tego dla Ciebie?
- obserwuj siebie w sytuacjach, gdy zjadasz za dużo;
- notuj swoje spostrzeżenia - jest szansa, że wśród nich będą istotne zdania, które słyszałaś wiele razy i nie przypuszczałaś, że mają moc kierowania Twoimi działaniami dzisiaj;
- spośród spostrzeżeń wybierz jedno, na którym się skupisz przez najbliższe dni lub tygodnie. Bądź nieustępliwa. Jeśli coś nie udało Ci się raz, to oznacza tylko tyle, że nie udało się raz. Próbuj dalej. Nawyki związane z żywieniem pielęgnowałaś przez wiele lat. Nie oczekuj sukcesu przy pierwszej próbie.

W razie potrzeby dzwoń/pisz:
monika.kurdej@mniejszy-rozmiar.pl

niedziela, 23 sierpnia 2015

A od rana takie rzeczy


A od rana takie rzeczy:)

Dopiero teraz zamieszczam, bo nie mogłam wcześniej. Ulu, WIELKIE GRATULACJE dla Ciebie:) Jak się czujesz, jako kobieta sukcesu?

Jeśli jest tutaj ktoś, kto się waha czy skorzystać ze wsparcia Gabinetu ma dwa wyjścia:
1. dalej się wahać (ale nic się wtedy nie zmieni)
2. albo podjąć decyzję i zadzwonić do mnie, żeby się umówić:) M: 606789681, (można też napisać E: monika.kurdej@mniejszy-rozmiar.pl)

czwartek, 20 sierpnia 2015

Znowu się odchudzam

Bo najważniejsze to mieć marzenie. A potem trzeba o nim powiedzieć wszystkim w swoim otoczeniu. A potem trzeba to po prostu zrobić:)

A przede wszystkim wracam do formy. Po potężnej kontuzji kręgosłupa wiele mam do zrobienia.

Kto ze mną?
P.S. Inspiracja: Jagienka Kamińska - Trener Personalny Dzięki kochana:)

niedziela, 16 sierpnia 2015

o luksusie

Jedna z moich klientek zrobiła listę swoich luksusowych rzeczy:
1. spacer,
2. wygodne buty,
3. śniadanie, obiad, kolacja - na talerzu (nie w biegu, nie na stojący itd)
4. film na kanapie,
5. paznokcie,
6. fryzjer najlepszy w mieście,
7. najlepszy krem pod oczy,
8. posiedzieć - poszydełkować,
9. spanie do znudzenia w weekend,
10. śniadanie w łóżku,
11. kawa i książka.

To było nasze ćwiczenie. Szukałyśmy motywacji do wytrwania w odchudzaniu. A właściwie to nagrody,
Obserwuję, że dziewczyny mają problem z nagradzaniem się. Wszystko trzeba zrobić, nawet włosy i paznokcie mieszczą się w kategoriach "muszę", "trzeba". Przestrzeń na własne sprawy jest wtedy, gdy wszyscy pójdą spać...Czyli jest jej niewiele i jest bardzo ograniczona.
A ja pytam: "jak się nagrodzisz, jak zrobisz to, co planujesz".
Czasami wygląda to tak, jakby słyszały to pytanie pierwszy raz w życiu. Nauczyłyśmy się czekać, aż ktoś nas nagrodzi. A ja pytam o to, jak się samemu nagradzać. Brzmi jak herezja...
Moje zadanie dla Was: zróbcie listę Waszych małych luksusów. Żeby mieć ją zawsze pod ręką i móc wybrać dla siebie łatwo nagrodę. I wyznaczcie sobie cel. Nie jakiś wielki, ale wystarczająco ambitny, by chciało się go zrealizować, a potem mieć satysfakcję z nagrody. Mój mały-wielki cel: żadnych węglowodanów po 16.00;
Bawcie się dobrze:)

sobota, 4 kwietnia 2015

Życzenia Wielkanocne

Spokojnych, radosnych Świąt Wielkanocnych dla wszystkich fanów Gabinetu Wspierania w Odchudzaniu i miłośników MNIEJSZEGO ROZMIARU;-) Aby na Waszych świątecznych stołach było tak samo zdrowo, jak obficie:)

wtorek, 10 marca 2015

Słodycze. CD

Poprzednio pisałam o tym, że odchudzanie to sztuka drobnych sztuczek:)

 Poniżej kilka moich pomysłów na poradzenie sobie z chęcią na słodycze:
  1. Przede wszystkim jedz regularnie. Jak jesz regularnie to utrzymujesz balans w organizmie, a ten sprzyja utrzymywaniu uwagi z daleka od słodyczy.
  2. Nie rezygnuj ze słodyczy. Mózg jest głupi i jak czegoś sobie zabronisz, to on sprawi, że nie przestaniesz o tym myśleć. Lepiej daj sobie więc możliwość je zjeść i ewentualnie znajdź sposób, by sobie odmówić słodyczy zamiast tęsknić za nimi i stale o nich myśleć.
  3. Przygotowuj słodycze sama, w mini-porcjach. Zaopatrz się w foremki do muffinów i rozdzielaj swoje ukochane ciasta na małe porcje. Zjadaj pojedynczo. Nie wszystko na raz.
  4. Minimalizuj ilość cukru - w słodyczach najlepsze jest to, że jest w nich cukier. Sprawdź, jak bardzo jesteś w stanie zmniejszyć ilość cukru, aby cieszyć się ich smakiem. Poszukaj przepisów na odchudzające ciasta (ja inspirowałam się blogiem Dietetyczne Fanaberie); możesz zastąpić cukier xylitolem, miodem, melasą trzcinową. Uzyskasz inną "słodkość", ale dalej będzie to słodycz. UWAGA!!! Słodziki to "zuo". Robią więcej szkody niż pożytku, więc wyrzucaj, rezygnuj itd..
  5. Eksperymentuj. Tradycyjne ciasta są pysze, ale nowe ciasta także. Z moich najciekawszych odkryć: owoce pod kruszonką (ale kruszonka to domowe crunchy) wg Nigelli Lowson; sernik bez pieczenia (wg bloga Dietetyczne Fanaberie), gruszki pieczone z bitą śmietaną (przepis z magazynu, który uwielbiam i prenumeruję Kuchnia. Magazyn dla smakoszy) Wtedy z tych słodyczy otrzymujemy przyjemny, odżywczy posiłek (podwieczorek?) i nie mamy potrzeby już podjadać.
  6. Zamień słodycze na owoce - oczywiście nie zawsze będzie to proste, ale cukier z owoców jest lepszy dla organizmu. Upiecz je, ugotuj, dodaj żelatynę, utop w galaretce albo posyp cynamomen itd... Szukaj inspiracji:)
  7. Celebruj jedzenie słodyczy - znajdź na to sposób: jedz słodycze 1xtydz, jedz tylko wyjątkowe słodycze - mnie pomagało domowe fondue z owocami, bo trzeba je przygotować, poczekać a potem zjada się je małymi porcjami. Na zdjęciu mój pomysł na celebrację słodyczy, czyli pomysł na fondue czekoladowe. Szukałam czegoś małego... i znalazłam.

wtorek, 3 marca 2015

Słodycze.... Jak ja nienawidzę tego tematu!!! Jak ja kocham słodycze:)

To najtrudniejsze w mojej pracy... Jak mam sprawić, żeby te cudowne, kuszące, kolorowe, jedzone przy najszczęśliwszych okazjach słodycze przestały tuczyć?

Nie mogę tego zrobić... Mogę tylko sprawić - i to naprawdę małymi krokami - że jako mój Klient zdecydujesz się zmienić swoją postawę względem słodyczy.

Nie, nie wymagam od Ciebie, abyś z dnia na dzień zdecydował się przestać myśleć o słodyczach. Chcę, żebyś traktował je tak jak na to zasługują - normalnie.

Nie musisz przestać jeść tortu - wystarczy, że wybierzesz najlepszy tort w okolicy i zjesz jeden kawałek. Nie wymagam od Ciebie, żebyś przestała jeść czekoladki - po prostu zdecyduj które najbardziej lubisz i zjadaj pojedyncze sztuki.
Bo odchudzanie to sztuka drobnych sztuczek.

W następnym odcinku o sztuczkach:)




sobota, 21 lutego 2015

Gdy duch jest gotowy, ciało podąża za nim

Kiedy w moich programach pojawia się najwięcej frustracji i złość?
Gdy proszę Klienta, aby podjął decyzję, że osiągnie sukces!

Strach przed sukcesem też potrafi sparaliżować i wywołać imponującą falę emocji. Bo gdy nie jesteś gotowa, aby cieszyć się sukcesem; aby w nim wytrwać to całe Twoje ciało będzie Cię przed nimi chroniło.A nam przecież zależy na tym, żeby się zadziało. Nawet jeżeli miałabyś być jedyną osobą, która w to wierzy, podejmij decyzję, że osiągniesz sukces i będziesz się nim cieszyć. Im szybciej przejdziesz przez tę pracę, tym łatwiejsze będzie Twoje odchudzanie.

Bo inaczej liczysz łyżeczki cukru, gdy dokładnie wiesz dokąd zmierzasz i masz pewność, że dojście tam jest tylko kwestią czasu. Twoje odchudzające posiłki jedzone z perspektywą oczywistego sukcesu smakują, mimo że nie zawierają tajnego składnika.

Gdy duch jest gotowy, ciało podąża za nim:)

Co możesz zrobić sama?
1. Wyobraź sobie siebie na końcu drogi. Na razie na końcu odchudzania, gdy czujesz, że wykonałaś tę ważną robotę. Poczuj w sobie te emocje. Sprawdź, jak wyglądasz, w co się ubierasz, z kim spędzasz czas. Opisz dokładnie swój strój, poczuj zapach powietrza itd...
2. Znajdź sposób, żeby to skonkretyzować. Najlepiej, gdy zrobisz rysunek, ale możesz też opisać, wyśpiewać, upiec, ugotować itd... Jesteś kobietą. Masz masę talentów.
3. Sprawdzaj często tę wizję, niech się rozwija. Sięgaj po nią w chwili kryzysu lub, gdy nie wiesz co zrobić. Zadawaj sobie pytanie: jak to co teraz robisz wpływa na ten Twój sukces?

 W razie czego dzwoń, pisz: 606789681, monika.kurdej@mniejszy-rozmiar.pl. Będę Ci towarzyszyć.

czwartek, 12 lutego 2015

Tłusty Czwartek. Trochę wskazówek

Ha, ha TŁUSTY CZWARTEK
Po pierwsze: żadnych byle jakich pączków - najlepsze pączki w mieście, to jest to, co dobrze zrobi Twojemu ciału. Dzisiejsze święto to masowa produkcja, więc okazja do dziwnych kulinarnych procederów. Po co Ci to? Troszcz się o swoje ciało:)
'
Po drugie: umów się ze sobą, ile ich zjesz i o której. Jedzenie pączka co godzinę jest gorsze niż zjedzenie jednego pączka na deser.

Po trzecie: małe pączki to też pączki. A przez to, że są małe, to wchłaniają więcej tłuszczu.

Po czwarte: umów się ze sobą, ile i o której zjesz te desery. I się tego trzymaj. Masz dobrą okazję do trenowania asertywności:)

Po piąte: odmawiając nie zasłaniaj się odchudzaniem. Ludzie już tyle razy to u Ciebie słyszeli, że Ci nie uwierzą, a jeszcze będą podsuwać Ci smakołyki pod nos, żeby sprawdzić, czy jesteś konsekwentna. Możesz mówić, że już zjadłaś wystarczająco, albo że boli Cię brzuch z przejedzenia.

Po szóste: jedz posiłki. Głódne ciało to głodny mózg, a ten zrobi wszystko, żeby wyostrzyć Twoją uważność na stojące obok pączki. Jedz regularnie, to co zwykle, a pączki przestaną Ci chodzić po głowie.

Po siódme: trenuj uważność. Twoje kubki smakowe potrzebują JEDNEGO kęsa, aby się w pełni odpalić. Pamiętaj, że masz też zmysł zapachu, wzroku, dotyku. Sprawdzaj, jak u Ciebie działają i w ten sposób doświadczaj pełni smaków oraz wydłużaj czas jedzenia smakołyku.

Po ósme: kupuj pączki. Gdy przygotujesz w domu furę pączków - będzie Ci łatwiej zjeść więcej. Łatwiej zapanujesz nad ilością zjadanych łakoci, gdy kupisz je na sztuki.

Po dziewiąte: sport. Gdy się ruszasz możesz zjeść więcej i jakoś tak się składa, że wtedy nie wrzucasz w siebie byle czego:)

A jaka jest moja strategia na Tłusty Czwartek?
Pączek na podwieczorek. Najlepszy w mieście. Z super nadzieniem, bez lukru. Do kawy. Jedzony z przyjemnością i podczas miłej pogawędki z mężem. W innej sytuacji bez sensu jest ten tłusty czwartek:P

P.S. Słyszałam, że moje chłopaki się namawiali, że będą pitrasić.. To będzie trudny wieczór:)

poniedziałek, 9 lutego 2015

Witaj poniedziałku













piątek, 6 lutego 2015

Walentynkowe wyzwanie

Tak, tak, to już za chwilę....

Ale nim podejmiecie, to przeczytajcie, o co chodzi. Bo temat jest niezwykle istotny. Temat dotyczy tego, jak traktujecie siebie i swoje ciało i co możecie zrobić, aby szybciej i łatwiej osiągnąć swój rezultat.

Z mojej Gabinetowej praktyki wynika, że traktujemy to nasze ciało jak nieznośną kreaturę, którą trzeba nakarmić, napoić, wyprowadzić na dwór, kupić jej karnet na fitness... A ona i tak się nie słucha...

Macie tak?
A czy słuchalibyście kogoś, kto odhacza obowiązki względem Was? Kto ledwie znajduje czas, aby popatrzeć na siebie z miłością? Kto wypija kawę duszkiem, bezmyślnie, bez poczucia smaku, pracuje wiele godzin w jednej pozycji itd...?

Więc skąd to zdziwienie, że tyjesz? Twoje ciało, to nie zeszyt z zadaniami, które trzeba odfajkować, ani groźny smok, przed którym trzeba się skryć. To najważniejszy i najbardziej praktyczny pojazd, jakim przyszło Ci jechać i potrzeba, abyś się o niego troszczył, najlepiej jak potrafisz.

Nie wiesz, jak to zrobić?
Przede wszystkim zbuduj fundament. Jedz regularnie, wysypiaj się, korzystaj ze świeżego powietrza i produktów naturalnych. Już samo to będzie Cię wspierać w Twojej drodze do celu. Ciało kocha wszystkie drobiazgi, jest zawsze przy Tobie, nigdy się nie skarży (no, nie do końca, ale to na kolejny wpis temat), robi co mu każesz. Zrób dla niego coś dobrego:)

Tutaj walentynkowe, 90-dniowe wyzwanie dla tych, którzy chcą zrobić dla siebie coś dobrego. Nie tylko z okazji walentynek:) Serdecznie zapraszam. Mega-promocja tylko do 13 lutego.

http://www.mniejszy-rozmiar.pl/wyzwania/kochaj-sie-walentynkowe-wyzwanie

M: 606789681
E: monika.kurdej@mniejszy-rozmiar.pl

P.S. Możesz też zrobić własną listę rzeczy, które lubi Twoje ciało. Wybierz z tej listy 3 rzeczy, które zastosujesz w najbliższych dniach - np do Walntynek. Sprawdź, jak ciało Ci się odwdzięczyło. Dobre samopoczucie, energia, kreatywność, więcej uśmiech dla Ciebie od innych - to jest to, na co możesz liczyć.

(UWAGA!!! słodycze to zwykle potrzeba wykreowana przez uzależniony mózg. Nie daj się zwieść).



Podwieczorek musi być

Dziś o podjadaniu przed okresem. Dziewczyny zgłaszają duży problem, więc postanowiłam mu się przyjrzeć...

Zacznę od siebie. Hmmm, czy ja podjadam przed okresem?Jak są słodycze to zjem, ale zwykle w szafce kakao, a w lodówce marchew. Chłopaki sami sobie robią ciastka z tego, co w domu (orzechy, płatki owsiane, ostatecznie muffiny i ciasta) i sami zżerają w dwie minuty, więc dalej słodyczy nie ma. A jak mi się trafi być na zakupach w "te dni" to przyglądam się lodom, ale po przeczytaniu etykiety odkładam. Ulegam rodzynkom w czekoladzie,ale już wiem, że należy kupić mało. Więc też się nie specjalnie załapuję. Chłopaki mają jakiś sonar wbudowany i jak zaczynam szeleścić opakowaniem, to wyciągają łapki ... i po rodzynkach.

Za to chodzę po chałupie i czegoś szukam. W lodówce marchew, w szafce surowe kakao, orzechy, w puszkach obrzydliwa masa makowa sprzed Thermomixa (bo teraz w dwie chwile sama mogę zrobić i jest taka jak chcę), owoce...

Czy czuję, że podjadam?
Zdaje się, że jem w tych dniach więcej i szukam bardziej poprawiaczy humoru niż słodyczy. Czegoś co złagodzi napięcie, które kumuluje się gdzieśniewiadomogdzie. W takim układzie zupa dyniowa, z mlekiem kokosowym, którą zajadam się, bo mam ochotę jest objadaniem się przed okresem czy poprawianiem humoru?

Zachęcam Was do sprawdzenia, o co w ogóle u Was chodzi z tym podjadaniem słodyczy. Bo praktyka cały czas pokazuje, że mózg jest głupi i jak przyzwyczaił się do jakiegoś rozwiązania to się go stale domaga. Zadanie więc nie polega na zdyscyplinowaniu łapek, żeby nie sięgały, ale na stworzeniu nowego mechanizmu w mózgu, który sprawi, że nawet nie pomyślimy o tym, żeby sięgnąć. Bo, że hormony w różnych okresach cyklu dają nam się we znaki jest oczywiste. I że im się poddamy, to nie ulega wątpliwości. Natura tak to stworzyła, że nie możemy ich kontrolować. Ale możemy kontrolować nasze działania.
1. Jeśli uruchamia mnie kolorowe opakowanie na półce - to po co je trzymam w domu?
2. Jeśli uruchamia mnie jeden zjedzony słodycz - to po co zaczynam?
3. Jeśli uruchamia mnie głód - to po co chodzę głodna?

Kiedyś istniał cudowny zwyczaj zjadania podwieczorku. Nie jadało się syfnych słodyczy wysypywanych z kolorowych i szeleszczących opakowań, ale gospodynie stawały na rzęsach, aby na stole pojawił się domowy deser. Co by było, gdyby wrócić do tego zwyczaju i jako 4 posiłek zjadać coś deseropodobnego. Sernik, budyń, sałatka owocowa, galaretka z owocami - co dusza sobie wymarzy (i mało posłodzi). Zjedzona z radością, przy stole, z innymi zamiast ukradkiem i z wyrzutami sumienia, czy ma moc wpływania na uczucie błogości w mózgu?

Tylko dziewczyny, nie wierzcie mi na słowo. Sprawdźcie przez najbliższe 28 dni cyklu, czy to u Was zadziała i jak wpływa na nastrój i samopoczucie. Dajcie znać:)

W razie czego dzwoń, pisz: 606789681, monika.kurdej@mniejszy-rozmiar.pl

środa, 4 lutego 2015

Spotkanie z uważnością

"Nie chciało mi się nieść tego do domu..."

Ta Pani zjadła większą porcję niż potrzebowała, bo... nie chciała nieść "resztek" do domu. Te resztki to połowa opakowania sera i połowa chleba.

Żeby nie nieść do domu zjadła wspaniały, pyszny wieloziarnisty chleb (całą foremkę) z serkiem (całe opakowanie). Widziałam to na własne oczy, bo nim zaczęłyśmy pracę, siedziałyśmy razem przy stole. A w czasie szkolenia martwiła się, że przecież tak dobrze się odżywia, a nie chudnie.

Albo drugi przykład: "zniknął ser, który trzymałam w ręku... Czy ja go zjadłam?"

Śmiejecie się, ale to takie prawdziwe. Słaba umiejętność kontrolowania ilości czy - jak w drugim przypadku - odruchów związanych z jedzeniem to możliwa przyczyna tego, że tyjesz (albo nie możesz schudnąć).

A przecież Twój brzuch to nie przechowalnia. To także nie śmietnik. Dojadanie, żeby się nie zmarnowało, to jeden z głównych powodów tycia. Zjadanie tego, co trzymasz w ręku, także nie służy Twojej figurze.

Ale to nie znaczy, że nie możesz sobie z tym poradzić. Możesz nauczyć się to kontrolować. Dlatego za kluczową w dziedzinie odchudzania uważam sztukę uważności. Sztuka smakowania, sztuka otwierania, sztuka nakładania na talerz itd...

Nie musisz być mistrzem zen, aby praktykować uważność. Ale musisz praktykować uważność, aby schudnąć bez wysiłku... Nie wierzysz? Bardzo dobrze, nie wierz mi na słowo. Sprawdź. Usiądź wygodnie i zrób bilans tego, co dzisiaj zjadłaś. Zanotuj.

Dlatego już dzisiaj zapraszam Cie na spotkanie z uważnością w praktyce odchudzania. 27 stycznia 2015 roku. Miejsce do potwierdzenia. Link do wydarzenia tutaj: https://www.facebook.com/events/1551220781812834/?ref_dashboard_filter=upcoming

A te osoby, które nie mają możliwości uczestniczyć zachęcam do przyglądania się sobie i swoim działaniom. W odchudzaniu nie możesz kontrolować wagi. Ona jest rezultatem działań. Konieczne jest więc, abyś kontrolowała działania: długość snu, wielkość porcji, ulubione smaki, godziny gdy najwięcej jesz, godziny gdy podjadasz, sytuacje, w których podjadasz... itd.. W tym roku planuję uruchomić dla Was webinary, więc będzie możliwość uczyć się także w tej formule. Ale na razie stacjonarnie.

Trzymam za Ciebie kciuki:) W razie czego dzwoń, pisz: 606789681, monika.kurdej@mniejszy-rozmiar.pl
Zdjęcie użytkownika Monika Kurdej.

Dzień Babci i Dziadka w Gabinecie

I było też spotkanie z seniorami:)
 
Tak się cudowne złożyło, że jutro, w przeddzień Święta Babci i Dziadka prowadzę wykład na Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Warszawie. Tytuł: JEDZ DLA ZDROWIA.

Szkolenie zwykle prowadzę tak, aby było nieco wiedzy i trochę refleksji. Wspomnę o różnych stylach jedzenia, o nawykach - nie tylko żywieniowych - i mam nadzieję, że będzie też przestrzeń na dyskusję o tym, jak w dzisiejszych szalonych, rozpędzonych czasach być dobrymi dziadkami. Marzę, aby uczestnicy narysowali własne piramidy żywienia - wiadomo, że wszystko co zrobione własną ręką jest lepsze od gotowego:)

Serdecznie więc zapraszam jutro, 20 stycznia o godzinie 17.00, Uniwersytet Trzeciego Wieku, ul. Marii Grzegorzewskiej 10.

A poniżej ordery z życzeniami. Dobrze, że jesteście:)

Wykład dla rodziców


Z opóźnieniem, ale tam byłam. Przypuszczam, że zezłościłam rodziców niektórych.Zdjęcie: Wykład dla rodziców gimnazjalistów? Proszę bardzo :) Znowu Gimnazjum na Targówku :) Serdecznie zapraszam :) Będzie o tym, jak wpływać na nawyki nastolatków i jak wdrożyć wydluzajace życie i poprawiające zdrowie zasady :)

czwartek, 29 stycznia 2015

Weź za 500 - aktualna promocja

Jedyny taki moment: żadnych świąt, żadnego długiego weekendu, parę tygodni do wiosny i tylko rytm codzienności:)

Weź udział w naszym 90-dniowym wyzwaniu i schudnij:)

Wejdź Tutaj i dowiedz się więcej:)




niedziela, 4 stycznia 2015

Nowy Rok w Gabinecie

Witajcie w Nowym Roku:)

Jak Wasze plany noworoczne? Ciekawe, ile kilogramów mamy do zrzucenia w tym roku:)

Po roku dość aktywnego działania w przestrzeni gabinetowej wiem, że aby odchudzić Polskę potrzebuję skoncentrować się na robieniu rzeczy właściwych. Poprzedni rok, był pełen błędów. Nie te wystawy, nie te wydarzenia, dużo koncentracji na relacjach zamiast na sprzedaży, sporo strachu przed oceną, w miarę precyzyjne oszacowanie konkurencji, duże zrozumienie, że każdego dnia JESTEM PRZEDSIĘBIORCĄ W BRANŻY WELLNESS. To oznacza dla mnie, że będę koncentrować się na działaniach sprzyjających rozwojowi firmy i pozyskiwaniu klientów. Potrzebuję wielu nowych Klientów i to przede wszystkim takich, którzy zdecydują się pracować ze mną przez cały proces odchudzania i też po. Klienci na sesji wstępnej są wspaniali, ale mój biznes potrzebuje osób zdecydowanych, którym naprawdę zależy na zmianie wizerunku i przede wszystkim samopoczucia. Którzy są gotowi zapłacić za to tyle, ile to jest dla nich warte.

Na czym będę się koncentrować w tym roku?
  1. Ciąg dalszy promowania żywności funkcjonalnej i kontynuacja programu 100 Zdrowych Rodzin. Tyle rodzin ma znać podejście i się w nim zakochać. A wtedy wszyscy będziemy mieć energię do działania i pieniądze do inwestowania:)
  2. Rozbuduję program Energia i w dzień i w nocy. Ludzie potrzebują zdrowej energii, żeby zrobić te wszystkie rzeczy, które mają do zrobienia. I ze mną mogą je zrobić. Chcę dotrzeć do przedsiębiorców, prezesów i menedżerów wysokiego szczebla.
  3. Dalej będę poszukiwać przestrzeni na warsztaty, szkolenia i wykłady w środowiskach, w których ważne jest zdrowie. Interesuje mnie sektor ngo, firmy eventowe, firmy szkoleniowe oraz szkoły promujące zdrowie. 
  4. Potrzebuję napisać książkę do moich flagowych tematów szkoleń oraz nauczyć się robić webinary. Ludzie wstydzą się korzystać z moich szkoleń. Przypuszczam, że wirtualne spotkania będą dla nich łatwiejsze. A i cenę można uczynić adekwatną. Tylko muszę nauczyć się to ogarniać.
  5. Profesjonalny networking w środowiskach, które są dla mnie ważne...

Na koniec tego roku mam czuć się szczęśliwa i spełniona. W nagrodę wyjadę z rodziną, albo przynajmniej sama do jakiegoś ciepłego kraju. Żeby poczuć to, co zrobiłam i odrobinę uciec od tej przytłaczającej zimy i mroku...

Wierszydło

Chwila świątecznej zadumy i ... powstaje wierszydło:)

Zamarzyłam, żeby po Nowym Roku zebrać i wydać to, co powstało do tej pory w ładnej i jednocześnie praktycznej formie. Może tomik? Może zestaw "prac domowych" dla moich Klientów? I do tego kilka odczytów na ośmielenie siebie:) Przy świecach, przy dobrym winku, w przyjaznym miejscu:) Jeszcze potrzebuję pomyśleć, ale czuję już tę radość, gdy będę przyjmować gości:) I to onieśmielenie, które towarzyszy robieniu nowych rzeczy:)

Czasem wykorzystuję moje wiersze w pracy z Klientami. Dostają jeden do domu, żeby podumać, żeby się zatrzymać w codziennej gonitwie...

Ja same wróciłam do pisania kilka lat temu - dzięki pracy z moim coachem. Nie wiedziałam wtedy jak potężną moc uśpiłam w sobie. A gdy się obudziłam to zaczęły się dziać cuda. A potem stworzyłam Gabinet. Żeby wspierać ludzi w tworzeniu cudów... Gdy słyszę, jak moi Klienci w ciągu kilku dni załatwiają sprawy, z którymi nie radzili sobie przez kilka ostatnich lat to jestem szczęśliwa. I do tej atmosfery zapraszam:)

Teraz szukam zgrabnej pointy dla wiersza o relacji z Bogiem... czyli naprawdę z kim? Jak widzicie początek jakoś poszedł, a koniec potrzebuje inspiracji... Czasami trwa to chwilę, innym razem rodzi się tygodniami...
 
Zdjęcie: Chwila świątecznej zadumy i ... powstaje wierszydło:) 

Zamarzyłam, żeby po Nowym Roku zebrać i wydać to, co powstało do tej pory w ładnej i jednocześnie praktycznej formie. Może tomik? Może zestaw "prac domowych" dla moich Klientów? I do tego kilka odczytów na ośmielenie siebie:) Przy świecach, przy dobrym winku, w przyjaznym miejscu:) Jeszcze potrzebuję pomyśleć, ale czuję już tę radość, gdy będę przyjmować gości:) I to onieśmielenie, które towarzyszy robieniu nowych rzeczy:)

Czasem wykorzystuję moje wiersze w pracy z Klientami. Dostają jeden do domu, żeby podumać, żeby się zatrzymać w codziennej gonitwie...

Ja same wróciłam do pisania kilka lat temu - dzięki pracy z moim coachem. Nie wiedziałam wtedy jak potężną moc uśpiłam w sobie. A gdy się obudziłam to zaczęły się dziać cuda. A potem stworzyłam Gabinet. Żeby wspierać ludzi w tworzeniu cudów... Gdy słyszę, jak moi Klienci w ciągu kilku dni załatwiają sprawy, z którymi nie radzili sobie przez kilka ostatnich lat to jestem szczęśliwa. I do tej atmosfery zapraszam:)

Teraz szukam zgrabnej pointy dla wiersza o relacji z Bogiem... czyli naprawdę z kim? Jak widzicie początek jakoś poszedł, a koniec potrzebuje inspiracji... Czasami trwa to chwilę, innym razem rodzi się tygodniami...