piątek, 3 sierpnia 2012

Jeśli by znaleźć klucz..

W którymś momencie, w czasie gdy przygotowywałam się do zawodu motywatora w odchudzaniu, odkryłam, że żyjemy w kulturze obfitości i to ona wymusza na ludziach, w szczególności kobietach, zachowania, które prowadzą do zaburzeń. Piszę o tym, bo czytam poruszającą historię o zmaganiu się z anoreksją pewnej amerykańskiej rodziny. Mam ochotę w jednym worze umieścić zarówno anoreksję, bulimię jak i otyłość, które - moim zdaniem - wywodzą się z jednego miejsca - z przekonania o tym, że jedzenie jest złe i należy na nie uważać.

W kulturze obfitości, w której wszystkiego jest pod dostatkiem (produktów, sprzecznych informacji i standardów) niełatwo jest znaleźć równowagę i odkryć sens swojego istnienia. Sama wcale nie tak dawno, że istotą życia są drobiazgi i codzienność. To one wypełniają koryto istnienia po brzegi i warto zadbać, by były to aspekty pozytywne, drogie sercu, dające satysfakcję. Zmaganie się z moja otyłością, to stała praca w zamienianie drobiazgów w pozytywy i dostarczanie mojemu życiu dobrej energii. Gdy tego braknie, życie zmierza ku destrukcji. Jest jak rzeka, którą przepływają albo kajaki lub śmieci wyrzucane bezmyślnie z pobliskich osad. Nie widzę tu różnicy między anoreksją a otyłością - mimo iż różnica jest zasadnicza. Tak w jednym i drugim przypadku choroba podstępnie odkłada się w niższej samoocenie i zamienia życie człowieka w piekło, podporządkowane stałemu myśleniu o jedzeniu.

Gdy słucham znajomych kobiet, odkrywam, że częścią naszego życia społecznego stało się bycie na diecie. Poziom akceptacji w grupie wzrasta, gdy wypowiadane są magiczne słowa: jestem na diecie, albo jestem gruba, albo mam za grube uda, albo znowu przytyłam, albo muszę schudnąć... A z drugiej strony te same kobiety deklarują, że kochają jedzenie. Że są w stanie pół dnia spędzić w kuchni, by przygotować cudowny posiłek, żeby go zjeść, potem zmagać się z wyrzutami sumienia i kołysać się chorą mantrą: jestem na diecie, jestem za gruba, muszę schudnąć...

Jeśli by znaleźć klucz do serca każdej z osób i znaleźć źródło, z którego wypływają te chore nawyki, to okazałoby się pewnie, że jest to klucz do równowagi w świecie. Może to utopia - z całą pewnością nie mam patentu na naprawienie świata - ale gdyby udało się choć osiągnąć poprawność, zachęcić ludzi do ruchu i  smakowania naturalnego jedzenia, do skupiania się bardziej na wartościach to już byłoby lepiej...

Brak komentarzy: